- Nic ci nie jest? - zapytał Zayn, wyciągając dłoń w moim kierunku.
- Pójdę już. - wstałam i szybko wybiegłam z budynku. Cały mój świat legł w gruzach. Życie bez niego nie ma sensu. I chociaż kiedyś go nienawidziłam, zawdzięczam mu tak wiele. To dzięki niemu jeszcze żyję. Nawet nie będę miała okazji, żeby mu podziękować.. albo go przeprosić. To tak cholernie boli.
- Rose, czemu płaczesz? Coś się stało? - popatrzyłam na dziewczynę, która stała przede mną.
- Trina? - jedyne co mogłam powiedzieć, przez łkanie, które stawało się coraz głośniejsze.
- Kochanie, nie płacz.- przytuliła mnie mocno. - Wszystko będzie dobrze. Chodź, pójdziemy coś zjeść i wszystko mi opowiesz. - dodała, łapiąc mnie za rękę i razem udałyśmy się do małej, pobliskiej restauracji.Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy stolik na samym końcu, żeby nikt nas nie słyszał.
- Opowiesz mi wszystko? - zapytała, dalej trzymając moją dłoń.
- Nie chce go stracić. - mruknęłam, wypuszczając kolejne łzy. Zatracałam się już w tym wszystkim. Byłam totalnie bezsilna.
- Kogo? - spojrzała na mnie pytająco i podała mi chusteczkę, którą przed chwilą wyciągnęła z torebki.
- Justina. - szepnęłam prawie, że niesłyszalnie.
- Kochanie.. - zaczęła łagodnie. - To nie jest chłopak dla ciebie. Nie płacz przez niego, nie jest tego wart. - dodała i spojrzała głęboko w moje oczy.
- Czemu każdy mówi to samo? Co on takiego do jasnej cholery zrobił?! - krzyknęłam, czują narastającą we mnie złość.
- Nikt ci jeszcze nie powiedział? - zapytała, nie mogąc w to uwierzyć.
- Problem w tym, że nie. - mruknęłam, próbując się uspokoić.
- Justin zabił swoich rodziców. - ściszyła ton swojego głosu do szeptu, żebym tylko ja mogła ją usłyszeć. Naprawdę przez chwilę myślałam, że to kłamstwo. Ale kiedy Trina potwierdziła to drugi raz i to z poważniejszym wyrazem twarzy, wiedziałam, że nie może mnie okłamywać.
- Boże.. to niemożliwe! - powiedziałam, zakrywając rękę usta, które same się otworzyły. Całe moje życie wyglądało, jak jakiś marny film. Nikt nie zdaje sobie sprawy, co czułam. Ciągle byłam okłamywana. Nikomu nie mogłam już ufać. Jedyną pomocną osobą była Trina.. szczerze mówiąc, najmniej się tego spodziewałam. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale miałyśmy dość dobry kontakt. Chociaż bolało mnie to, że musiałam akurat usłyszeć to od niej.
- Mi też było trudno w to uwierzyć. - przyznała, kręcąc głową.
- Muszę iść do łazienki. - powiedziałam i szybko wstałam z krzesła. Weszłam do toalety i przejrzałam się w lusterku. Jak zawszę wyglądałam strasznie. Ale nie przyszłam tu po to, by narzekać na swój wygląd.
Wyjęłam z kieszeni telefon i wystukałam numer Jacoba.
- Halo? - zapytał ponuro, kiedy już odebrał.
- Gdzie jesteś? - mruknęłam, zalewając się kolejnymi łzami.
- W szpitalu. - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
- Po co? - zapytałam zaskoczona i wytarłam mokre policzki.
- Zapomniałaś, że w tym samochodzie jechała, także Amanda? - odparł sarkastycznie. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy komórka wyleciała z mojej dłoni prosto na zimne kafelki. Zsunęłam się bezwładnie po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Jak mogłam o tym zapomnieć? Nawet nie poszłam zajrzeć, jak się czuje.. nie wiedziałam nic.
- Co tak długo? - usłyszałam głos Triny, która właśnie wchodziła do łazienki. Kiedy mnie zobaczyła, jej wyraz twarzy nagle się zmienił. - Mówiłam, żebyś się nie przejmowała. - mruknęła, głaszcząc delikatnie moje włosy.
- Pojedziesz ze mną do szpitala? - zapytałam, patrząc na nią z nadzieją.
- Do szpitala? - spojrzała na mnie zaskoczona. - Chyba nic sobie nie.. - nie powiedziała nic więcej, bo szybko jej przerwałam.
- Boje się o Amandę. Proszę, jedźmy! - powiedziałam, spuszczając wzrok i poczułam, jak Trina łapie mnie za rękę. Pomogła mi wstać i razem wyszłyśmy na zewnątrz.
- Co z nią? - zapytała, kiedy czekałyśmy już na taksówkę.
- Najgorsze jest to, że nie wiem. - z każdym słowem, mój głos coraz bardziej się załamywał. Byłam zmęczona, zmęczona tym wszystkim. To było ponad moje siły. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
***
- Gdzie ona jest? - zapytałam mojego brata, kiedy już byłam w szpitalu.
- Uspokój się! - krzyknął i mocno złapał mnie za ramie. - Zabrali ją na salę operacyjną. - odpowiedział, zamykając oczy.
- Wyjdzie z tego? - mruknęłam, czując ukłucie w sercu. Wiedziałam, że mój brat chciałby mi powiedzieć teraz, coś w stylu jak-by-cie-to-obchodziło.
- Ona tak. - powiedział, na co odetchnęłam z ulgą. - Ale nie wiadomo jeszcze co z dzieckiem. - spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami. Chciałam go przytulić, jakoś pocieszyć, ale nie byłam w stanie nic zrobić. To było za wiele jak na jeden dzień.
_______________________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie było mnie praktycznie cały dzień w domu + wczoraj nie miałam dostępu do swojego laptopa, ani komputera :/
Pamiętacie Trinę z innego rozdziału? To ta dziewczyna, z którą kiedyś usiadła w ławce Amanda. Chodzi razem z Rose do klasy - tak dla przypomnienia.
Dziękuje za wszystkie komentarze. Kocham was! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
kocham kocham :c <3
OdpowiedzUsuńMam nadzieję,że dziecko przeżyje.Czekam na następny rozdział kochana
OdpowiedzUsuń*.* najlepszy blog na świecie !
OdpowiedzUsuńŚwietny! hgzxcjGShdjashnm
OdpowiedzUsuńŚwietny <33
OdpowiedzUsuń