- Rose? -mruknąłem, wypuszczając łzy. Bałem się spojrzeć na jej ciało, które pewnie leżało teraz martwe. Ta myśl mnie zabijała. - Rose? - powtórzyłem. Poczułem, jak ktoś mocno się do mnie przytula.
- Jestem tu Justin. - usłyszałem jej cichy szept. - I nigdzie się nie wybieram. - dodała, wycierając swoją delikatną ręką moje, mokre policzki. Dopiero wtedy zorientowałem się co się stało. Ona żyła. To nie ona została postrzelona. To ona zastrzeliła jego. Tak, Rose zabiła człowieka. Brzmi strasznie, ale wiem, że zrobiła to, żeby uratować mnie.. no i oczywiście siebie.
- Nie mogę w to uwierzyć.. ty żyjesz! - powiedziałem, kładąc głowę w zagięciu jej szyi.
- Ja tak, ale lepiej zobaczmy co z Zayn'em. - mruknęła z bólem, patrząc na chłopaka leżącego koło nas. Razem do niego podeszliśmy, a Rose próbowała jakoś zatamować jego ranę, z której wciąż wydobywała się krew.
- Przeżyje? - wymamrotał, kiedy nad nim klęczeliśmy.
- Oczywiście, że tak. Nawet nie myśl, żeby od nas odchodzić głuptasie. - zachichotała Rose, całkowicie opanowując sytuacje. Ona jest niesamowita. - Pomożesz mu, pójść go do samochodu? - zapytała, przygryzając wargę.
- Jasne. - odpowiedziałem, łapiąc rękę przyjaciela.
- Tylko pamiętaj, ostrożnie. - pokiwała palcem, przez co mało nie wybuchnąłem śmiechem. Słodka, piękna, mądra i w dodatku tak cholernie seksowna. To anioł, a nie dziewczyna. - A co zrobimy z nim? - pokazała na Jasona.
- Zajmę się tym później. Teraz chodź z nami. - odpowiedziałem uspokajająco. Widząc, że to pomogło lekko się do niej uśmiechnąłem. Zayn mógł iść normalnie, więc nie musiałem go na szczęście nieść. Dobrze, że to było ramie, a nie coś poważniejszego. Teraz pewnie byśmy trumnę dla niego szykowali. W sumie Rose też napędziła mi stracha.
Kiedy byliśmy już koło samochodu, pomogłem usiąść na tyle dla Zayna, a ja razem z Rose zajęliśmy przód.
- Jedziemy teraz do szpitala? - zapytała dziewczyna, zapinając pasy.
- Oszalałaś? - spojrzałem na nią pytająco. - Przecież nikt nie może się dowiedzieć, o tym co się tutaj stało. - dodałem, widząc jej zdziwioną minę.
- Nie rozumiem. - powiedziała, marszcząc czoło.
- Tu nie ma co rozumieć. Po prostu musisz siedzieć cicho. - mruknąłem, zaciskając mocniej ręce na kierownicy. Rose nawet nie zdaje sobie sprawy w jakie gówno się wplątała.
Rose's POV:
- Możesz mi wszystko wyjaśnić?! - krzyknęłam ze złością. Nawet nie wiedziałam za co zabiłam człowieka.. genialnie.
- Co chciałabyś wiedzieć? - syknął Justin jakby z bólem. Czasem na prawdę go nie rozumiem.
- Na przykład kim był ten człowiek? I czy w ogóle zasłużył na śmierć! - wrzasnęłam prosto w jego twarz.
- To długa historia. - mruknął, głośno przełykając ślinę.
- Mam czas. - przyznałam, przewracając oczami.
- To było jakieś dwa lata temu, kiedy miałem siedemnaście lat. - zaczął, oblizując swoje suche usta. - Poznałem dziewczynę, po raz pierwszy się w kimś zakochałem. Uwielbiałem w niej dosłownie wszystko. Sposób w jaki mówiła, jej słodki śmiech, piękne zielone oczy. Była idealna. - uśmiechnął się szeroko i wytarł łzę, która znalazła się na jego policzku.
- Gdzie ona teraz jest? - zapytałam spokojnie. Domyślałam się, że to nie był dla niego przyjemny temat do rozmów.
- Daj mi dokończyć. - mruknął. - Ona nie była taka jak inne dziewczyny. Przy niej czułem się szczęśliwy, czułem, że żyję. Jedynym problemem byli moim rodzice. Nie akceptowali jej, bo była córką znanego gangstera. Mowa o Jasonie. - prychnął wymawiając jego imię. - Kiedyś odbywały się w tej miejscowości nielegalne wyścigi. Brałem w nich udział kilka razy, ale Brooke nigdy się tym nie interesowała. Tylko raz chciała pójść na nie ze mną, żeby mi kibicować. Stała przy drodze nieświadoma niczego.. tak samo jak ja. Nikt nie mógł tego przewidzieć. - powiedział, wypuszczając kolejne łzy. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, to było dla mnie bolesne. Ale chciałam znać prawdę. Nie chce być już nigdy więcej okłamywana.
- Co się stało, Justin? - mruknęłam cicho, łapiąc jego rękę, żeby dodać mu otuchy.
- Zginęła. - zamknął na chwile oczy i głośno przełknął ślinę. - Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że to nie był przypadek. Jej śmierć była zaplanowana. Ona nie zginęła przypadkowo.
- O czym ty mówisz? - znów zapytałam. Cierpiałam, przez to, że on cierpi, ale próbowałam być silna. Chce pokazać Justinowi, że ma we mnie wsparcie. Że jestem tu dla niego.
- I właśnie w tej kwestii pojawiają się moi rodzice. - syknął z jadem. - Zapłacili dla jednego z zawodników, żeby ją zabił. Tylko dlatego, że się z nią spotykałem. Że planowałem z nią wspólną przyszłość, że kochałem ją najbardziej na świecie. A oni ją zabili. Rozumiesz? - spojrzał na mnie z napuchniętymi oczami od płaczu.
- Proszę, Justin. Nie płacz. - mruknęłam, mocno się do niego przytulając. Na szczęście Zayn nas nie słyszał, ani nie widział, bo oddzielała nas dźwiękoszczelna i przyciemniana szybka. Właśnie dzięki temu lubiłam ten samochód.
- Kochałem ją.. - mruknął, wypuszczając kolejne łzy.
- Wiem, ale uwierz mi.. ona ciągle jest z tobą. Jest aniołem, który nad tobą czuwa. Na zawszę będzie przy tobie. - powiedziałam szczerze.
- Teraz już rozumiesz, dlaczego chciałem wyjechać? Bałem się, że zabiorą mi ciebie, tak jak zabrali mi Brooke. - mruknął patrząc w moje oczy.
- Nie musisz się o mnie bać. Jestem bezpieczna, jasne? - wzięłam jego twarz w dłonie. - Wiedz, że jestem tu dla ciebie. Chce z tobą być, Justin.
- Dziękuje. - odparł, po czym jego usta znalazły się na moich. Szybko odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Cieszę się, że w końcu możemy być razem. I nic nie stanie nam na drodze.. bynajmniej tak mi się wydaje. Oderwaliśmy się od siebie po kilkunastu sekundach, żeby nabrać powietrza. Nasze czoła się ze sobą stykały, a oczy Justina patrzyły w moje z miłością.
- Kocham cię. - szepnął cicho chłopak.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając.
_________________________________________________________
Przepraszam, że rozdział taki krótki. Nie mam teraz za bardzo czasu, żeby pisać rozdziały i dlatego będą pojawiały się co 5-6 dni. Chyba mnie rozumiecie.. szkoła :// Oczywiście czasami uda mi się dodać wcześniej, jak będzie wolne, czy coś. Dziękuje za komentarze i za ponad 6000 wejść! ♥
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Die for Love
czwartek, 12 września 2013
sobota, 7 września 2013
Rozdział 26 - "We have your heroine"
- Nie musisz się mnie bać. - mruknął, po kilku minutach ciszy.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam, odwracając temat.
- Najpierw po moje rzeczy, a później odwieziemy cie do domu. - odpowiedział, wciąż wpatrując się we mnie. - Wiesz, że wszystko robię dla twojego dobra, prawda? - odparł z bólem. Cicho westchnęłam i skinęłam nieśmiało głową. Odkąd Justin potwierdził, że zabił swoich rodziców, nie chciałam z nim rozmawiać. Wydawało mi się, że nie chce tu zostać, bo boi się, że zabije też mnie. Nikt nie wie jaki potrafi być, kiedy złość weźmie nad nim górę.
Jechaliśmy wciąż pustą, polną dróżką. Do moich uszów dobiegł hałas, jakby ktoś strzelił z broni. To było dziwne, bo nikogo tu nie było widać. Wydawałoby się, że jechaliśmy tu tylko my.
- Co to było? - zapytałam wystraszona. Justin złapał mocno moją dłoń i popatrzył czule w moje oczy.
- Zostań w samochodzie, jasne? - mruknął z udawanym spokojem. Wiem, że coś było nie tak.
- Justin, co się dzieje? - zapytałam jeszcze raz. Kiedy znów usłyszałam hałas, moje oczy napełniły się łzami. Bałam się.
- Po prostu tu zostań. - powiedział uspokajająco, choć na jego twarzy wymalowany był strach. Próbował mnie uspokoić, ale sam nie był spokojny. On też się bał.
- Zayn, idziemy. - powiedział do chłopaka za kierownicą. Ten tylko skinął głową i razem wyszli na "pustą" drogę. Siedziałam skulona na tylnym siedzeniu i wpatrywałam się w przednią szybkę, w celu spostrzeżenia czegokolwiek. Strach z każdą sekundą się nasilał. Bałam się i o siebie i o Justina.. no dobra, o Zayna też, nawet po tym jak potraktował mnie jak gówno, zresztą nieważne.
Justin's POV:
- Sądzisz, że to oni? - zapytał mnie Zayn, kiedy rozglądaliśmy się po okolicy. Wszędzie były drzewa i krzaki, więc dość łatwo byłoby się tu schować i było to najlepsze miejsce na zaatakowanie. Nikt nie był w stanie zobaczyć, co tu się dzieje.
- Tak mi się wydaje. - mruknąłem niepewny. Kątem oka spojrzałem na samochód, w którym wciąż była Rose. Posłałem jej uspokajający uśmiech.
- To co robimy? - odparł, poprawiając włosy, które opadały na jego twarz.
- Idziemy się rozejrzeć. - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę lasu. Zayn szedł tuż za mną. Usłyszałem coraz głośniejszy hałas, rozejrzałem się w okół siebie, ale nic nie zobaczyłem. Znów usłyszałem hałas, ale teraz przypominał on bardziej strzał. Obejrzałem się do tyłu i zamarłem, kiedy Zayn opadł bezwładnie na ziemię. Jego ramię krwawiło od strzału.
- Kto ci to zrobił? - zapytałem ze strachem w głosie.
- Witaj Bieber. - do moich uszów dobiegł znajomy mi głos. Odwróciłem się do tyłu i dostrzegłem tą osobę, której spodziewałem się od samego początku.
- Ty chuju. - syknąłem, kątem oka wciąż spoglądając na kulącego się z bólu przyjaciela.
- Mi ciebie też miło widzieć. - odparł, śmiejąc się. - Nawet nie wiesz, ile czekałem na to spotkanie. - uśmiechnął się fałszywie.
- Czego ode mnie chcesz?! - krzyknąłem, wpatrując się w niego z nienawiścią.
- Chce tylko twojej śmierci. Nie pamiętasz już? "Śmierć za śmierć". - przymrużył oczy, a uśmieszek wciąż nie schodził z jego twarzy.
- Przecież wiesz, że to nie była moja winna. - moje oczy zaszkliły się na wspomnienia.
- Ale ktoś musi za to odpowiedzieć. - odparł z satysfakcją, patrząc się na Zayn'a.
- Przecież wiesz, że ją kochałem. Oddałbym za nią życie. Zabiłem swoich rodziców, z miłości do niej. Czego jeszcze ode mnie oczekujesz? - syknąłem, czując, że się rozpadam. Bolały mnie te wszystkie wspomnienia.
- Jeżeli ją kochałeś, to czemu jeszcze żyjesz? Nie chciałbyś do niej dołączyć? - zaśmiał się i pokręcił rozczarowany głową. - Zapomniałbym zapytać. Gdzie jest ta twoja suka? - jego śmiech stawał się coraz głośniejszy, przez co miałem ochotę obić mu tą wstrętną mordę.
- Nigdy więcej jej tak nie nazywaj, kutasie. - zacisnąłem ręce w pięść.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim dobijające? - nie czekając na moją odpowiedź, dodał. - Że ty mógłbyś znaleźć sobie jeszcze miliard dziewczyn, a mi córki nic, ani nikt nie zwróci. Rozumiesz?! - zacisnął mocno swoje zęby. - Nikt. - mruknął.
- Przykro mi. Ja też cierpiałem. - przyznałem.
- Nie obchodzi mnie to. Przez ciebie nigdy już nie zobaczę mojej księżniczki. - w jego oczach pojawiła się złość. Wiem, że chciał się zemścić, ale czemu na mnie? Przecież to nie była moja wina..
- Klękaj kutasie. - rozkazał, wpatrując się we mnie wściekły. Zrobiłem to co kazał. - Masz może jakąś ostatnią prośbę? - zapytał, przez co głośno przełknąłem ślinę.
- Zostaw go! - usłyszałem kobiecy głos. Nie, proszę nie. To nie może być ona. - Nie zabijaj go, proszę. - mruknęła dziewczyna, będąc już bliżej nas.
- I mamy twoją bohaterkę. - zaśmiał się, kiwając rozbawiony głową.
- Zabij mnie, nie jego. - spojrzała na mnie, a kącik jej ust lekko się uniósł. Pokiwałem wystraszony głową, a moje oczy napełniły się łzami. Co ona do jasnej cholery wyprawiała?!
- Skoro nalegasz. - uśmiechnął się fałszywie Jason i obrócił broń w kierunku Rose. Moje serce przestało bić, kiedy po jej policzkach spływały łzy.
- Nie! - krzyknąłem głośno, kiedy usłyszałem strzał.
________________________________________________________________
No to się porobiło! :c Dziękuje za dużą liczbę wejść na bloga i wgl za wszystko dziękuje. Chyba nie spodziewaliście się, że to wszystko tak się potoczy. W następnym rozdziale, was trochę zaskoczę.
Do następnego xoxo
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Gdzie jedziemy? - zapytałam, odwracając temat.
- Najpierw po moje rzeczy, a później odwieziemy cie do domu. - odpowiedział, wciąż wpatrując się we mnie. - Wiesz, że wszystko robię dla twojego dobra, prawda? - odparł z bólem. Cicho westchnęłam i skinęłam nieśmiało głową. Odkąd Justin potwierdził, że zabił swoich rodziców, nie chciałam z nim rozmawiać. Wydawało mi się, że nie chce tu zostać, bo boi się, że zabije też mnie. Nikt nie wie jaki potrafi być, kiedy złość weźmie nad nim górę.
Jechaliśmy wciąż pustą, polną dróżką. Do moich uszów dobiegł hałas, jakby ktoś strzelił z broni. To było dziwne, bo nikogo tu nie było widać. Wydawałoby się, że jechaliśmy tu tylko my.
- Co to było? - zapytałam wystraszona. Justin złapał mocno moją dłoń i popatrzył czule w moje oczy.
- Zostań w samochodzie, jasne? - mruknął z udawanym spokojem. Wiem, że coś było nie tak.
- Justin, co się dzieje? - zapytałam jeszcze raz. Kiedy znów usłyszałam hałas, moje oczy napełniły się łzami. Bałam się.
- Po prostu tu zostań. - powiedział uspokajająco, choć na jego twarzy wymalowany był strach. Próbował mnie uspokoić, ale sam nie był spokojny. On też się bał.
- Zayn, idziemy. - powiedział do chłopaka za kierownicą. Ten tylko skinął głową i razem wyszli na "pustą" drogę. Siedziałam skulona na tylnym siedzeniu i wpatrywałam się w przednią szybkę, w celu spostrzeżenia czegokolwiek. Strach z każdą sekundą się nasilał. Bałam się i o siebie i o Justina.. no dobra, o Zayna też, nawet po tym jak potraktował mnie jak gówno, zresztą nieważne.
Justin's POV:
- Sądzisz, że to oni? - zapytał mnie Zayn, kiedy rozglądaliśmy się po okolicy. Wszędzie były drzewa i krzaki, więc dość łatwo byłoby się tu schować i było to najlepsze miejsce na zaatakowanie. Nikt nie był w stanie zobaczyć, co tu się dzieje.
- Tak mi się wydaje. - mruknąłem niepewny. Kątem oka spojrzałem na samochód, w którym wciąż była Rose. Posłałem jej uspokajający uśmiech.
- To co robimy? - odparł, poprawiając włosy, które opadały na jego twarz.
- Idziemy się rozejrzeć. - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę lasu. Zayn szedł tuż za mną. Usłyszałem coraz głośniejszy hałas, rozejrzałem się w okół siebie, ale nic nie zobaczyłem. Znów usłyszałem hałas, ale teraz przypominał on bardziej strzał. Obejrzałem się do tyłu i zamarłem, kiedy Zayn opadł bezwładnie na ziemię. Jego ramię krwawiło od strzału.
- Kto ci to zrobił? - zapytałem ze strachem w głosie.
- Witaj Bieber. - do moich uszów dobiegł znajomy mi głos. Odwróciłem się do tyłu i dostrzegłem tą osobę, której spodziewałem się od samego początku.
- Ty chuju. - syknąłem, kątem oka wciąż spoglądając na kulącego się z bólu przyjaciela.
- Mi ciebie też miło widzieć. - odparł, śmiejąc się. - Nawet nie wiesz, ile czekałem na to spotkanie. - uśmiechnął się fałszywie.
- Czego ode mnie chcesz?! - krzyknąłem, wpatrując się w niego z nienawiścią.
- Chce tylko twojej śmierci. Nie pamiętasz już? "Śmierć za śmierć". - przymrużył oczy, a uśmieszek wciąż nie schodził z jego twarzy.
- Przecież wiesz, że to nie była moja winna. - moje oczy zaszkliły się na wspomnienia.
- Ale ktoś musi za to odpowiedzieć. - odparł z satysfakcją, patrząc się na Zayn'a.
- Przecież wiesz, że ją kochałem. Oddałbym za nią życie. Zabiłem swoich rodziców, z miłości do niej. Czego jeszcze ode mnie oczekujesz? - syknąłem, czując, że się rozpadam. Bolały mnie te wszystkie wspomnienia.
- Jeżeli ją kochałeś, to czemu jeszcze żyjesz? Nie chciałbyś do niej dołączyć? - zaśmiał się i pokręcił rozczarowany głową. - Zapomniałbym zapytać. Gdzie jest ta twoja suka? - jego śmiech stawał się coraz głośniejszy, przez co miałem ochotę obić mu tą wstrętną mordę.
- Nigdy więcej jej tak nie nazywaj, kutasie. - zacisnąłem ręce w pięść.
- Wiesz, co jest w tym wszystkim dobijające? - nie czekając na moją odpowiedź, dodał. - Że ty mógłbyś znaleźć sobie jeszcze miliard dziewczyn, a mi córki nic, ani nikt nie zwróci. Rozumiesz?! - zacisnął mocno swoje zęby. - Nikt. - mruknął.
- Przykro mi. Ja też cierpiałem. - przyznałem.
- Nie obchodzi mnie to. Przez ciebie nigdy już nie zobaczę mojej księżniczki. - w jego oczach pojawiła się złość. Wiem, że chciał się zemścić, ale czemu na mnie? Przecież to nie była moja wina..
- Klękaj kutasie. - rozkazał, wpatrując się we mnie wściekły. Zrobiłem to co kazał. - Masz może jakąś ostatnią prośbę? - zapytał, przez co głośno przełknąłem ślinę.
- Zostaw go! - usłyszałem kobiecy głos. Nie, proszę nie. To nie może być ona. - Nie zabijaj go, proszę. - mruknęła dziewczyna, będąc już bliżej nas.
- I mamy twoją bohaterkę. - zaśmiał się, kiwając rozbawiony głową.
- Zabij mnie, nie jego. - spojrzała na mnie, a kącik jej ust lekko się uniósł. Pokiwałem wystraszony głową, a moje oczy napełniły się łzami. Co ona do jasnej cholery wyprawiała?!
- Skoro nalegasz. - uśmiechnął się fałszywie Jason i obrócił broń w kierunku Rose. Moje serce przestało bić, kiedy po jej policzkach spływały łzy.
- Nie! - krzyknąłem głośno, kiedy usłyszałem strzał.
________________________________________________________________
No to się porobiło! :c Dziękuje za dużą liczbę wejść na bloga i wgl za wszystko dziękuje. Chyba nie spodziewaliście się, że to wszystko tak się potoczy. W następnym rozdziale, was trochę zaskoczę.
Do następnego xoxo
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
wtorek, 3 września 2013
Rozdział 25 - "Death for death"
- Rose? Co ty tu robisz? - zapytał Zayn, wchodząc do pomieszczenia. Wyglądał na zaskoczonego.
- Czekam na Justina. Muszę z nim porozmawiać. - odpowiedziałam, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Przecież ci mówiłem, że wyjeżdżamy. Zapomnij o nim. - syknął zły i mocno zacisnął szczękę.
- Nie interesuje mnie to. - przyznałam, zaciskając usta w wąską linię.
- Jak chcesz, ale nie zdziw się, jak Justin cię odrzuci. Czy do ciebie nie dociera, że on cię nie chce? - prychnął, spoglądając na mnie rozczarowany. A wydawał się taki sympatyczny. Cóż, pozory jednak mylą.
- Nic nie wiesz. - uśmiechnęłam się do niego złośliwie. Przewrócił oczami i podszedł do jednego ze strażników. Pewnie zapytać, czy Bieber może już wyjść. Bałam się tego spotkania. Serce podchodziło mi do gardła. Jeszcze nigdy nie czułam takiego stresu. To wszystko mnie przeraża, serio. Może Zayn ma rację.. nie, on kłamał, żeby mnie zniechęcić. Tak, jestem tego pewna. Po kilkunastu minutach, moje oczy ujrzały Justina. Nogi miałam jak z waty, cała się trzęsłam. To naprawdę było coś strasznego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dziwnie.
- Po co tu przyszłaś? - zapytał oburzony Justin. Szczerze mówiąc to zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Poczułam bolesne ukłucie w sercu.
- Chciałam cię zobaczyć. - mruknęłam spuszczając wzrok.
- Czemu ty mi wszystko utrudniasz? - odparł, patrząc na mnie z bólem.
- Dlatego, że cię kocham. Nigdy nikogo tak nie kochałam. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Zrozum to w końcu.. - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Justin nic nie mówiąc, podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Brakowało mi go. Tak cholernie tęskniłam za jego czułością.
- Nie opuszczaj mnie. - załkałam głośno. - Proszę. - dodałam i bardziej się w niego wtuliłam. Chciałam czuć jego ciepło już zawszę. To było takie przyjemne.
- Nie, Rose. Nie rób mi tego. - oderwał się ode mnie i z trudem powstrzymał łzy, które próbowały wypłynąć z jego oczu.
- Justin! - krzyknęłam bezsilna. To nie mógł być koniec.
- Przykro mi. - rzucił wychodząc z pomieszczenia i podszedł do czekającego na niego Zayna. Wybiegłam za nim, przez co się odwrócił.
- Proszę. - szepnęłam, czując, że mój makijaż zamieniał się w czarny wodospad. Nie zważałam na swój wygląd, jedynym czego teraz chciałam był on.
- Sądzisz, że tego chce? - zapytał, opuszczając bezwładnie ręce.
- Gdybyś mnie kochał, to.. - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć.
- Robię to tylko i wyłącznie, dlatego, że cię kocham. - zamknął oczy i głośno westchnął.
- Przez to cierpię jeszcze bardziej. - przyznałam, z trudem łapiąc powietrze. Przez ten płacz trudno mi się oddychało.
- Nie chce, żebyś zginęła. - pokręcił głową. Widziałam, że on też cierpi.
- Wiedz, że jestem gotowa umrzeć z miłości. Poświęcę dla ciebie wszystko, tylko zostań tu.. ze mną. - mruknęłam, czując czyjeś silne ramiona, oplatające moją talię. Lekko odwróciłam głowę i dostrzegłam Josha, patrzącego z nienawiścią na Justina.
- Masz jego. - prychnął Bieber i wskazał palcem na chłopaka obok mnie. Odwrócił się i powoli szedł do samochodu.
- Ale ja kocham ciebie. - mruknęłam przygnębiona. - nie jego. - wydusiłam po chwili. Moje słowa pewnie go zraniły, ale nie zważałam na to. Za wszelką cenę chciałam sprawić, żeby Justin zmienił decyzję. Jus, ani na chwilę się nie odwrócił. Bolała mnie jego obojętność, bardzo. Wyrwałam się z objęć Josha i podbiegłam do Justina.
- Ty pieprzony egoisto! Myślisz tylko o swoim dupsku. Ciągle mnie oszukujesz. Sądzisz, że nie wiem kto zabił twoich rodziców? - wykrzyczałam, trafiając w jego czuły punkt. Otworzył usta, ale nic nie powiedział. - Morderca. Pierdolony morderca. - krzyknęłam prosto w jego twarz. Jego oczy pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści. Chyba nie chciał mnie uderzyć, co?
- Zamknij się. - syknął, przez zaciśnięte zęby. - Nic o mnie nie wiesz. - przymrużył oczy, patrząc na mnie nienawistnym spojrzeniem.
- To może mi w końcu coś o sobie powiesz? - prychnęłam, przewracając oczami. Chciałam go trochę zdenerwować. Skoro nie został po tym jak powiedziałam, że go kocham, to może zostanie, jak trochę się pokłócimy.
- Nie teraz. - mruknął, szybko oddychając. Chyba za bardzo go zdenerwowałam.
- A kiedy? Przecież wyjeżdżasz. - przypomniałam mu, spoglądając na niego z bólem. Nigdy jeszcze tak nie cierpiałam.
- Chodź ze mną. - złapał mocno mój nadgarstek i siłą zaprowadził do samochodu. Słyszałam jak Josh krzyczy, żeby mnie puścił, biegnie w naszą stronę, żeby mi pomóc.. w sumie to nie chciałam jego pomocy. Auto odjechało z parkingu i wjechaliśmy na pustą, polną dróżkę. Nikt już nie był w stanie nas dogonić.
- Chcesz wiedzieć dlaczego ich zabiłem? - zapytał i nie czekając na moją odpowiedź dodał. - Odkąd byłem mały zawszę się nade mną znęcali. Ojciec traktował mnie jak worek treningowy. - przyznał ze łzami w oczach.
- I tylko dlatego pozbawiłeś ich życia? - zapytałam rozczarowana. Rozumiem, że sprawili mu wiele cierpień, ale to nie był powód do zabicia swoich rodziców.
- Nie. - pokręcił przecząco głową. - Oni zabili najważniejszą osobę w moim życiu, to nie było wybaczalne. Postanowiłem, że zapłacą za to. "Śmierć za śmierć" - jego oczy nabrały koloru czarnego, jak zwykle, gdy był zły. Bałam się zapytać o coś więcej. Kogo oni mogli zabić?
_______________________________________________________
Rozdział taki trochę dziwny. Szczerze mówiąc, to płakałam pisząc go, ale sama nie wiem czemu. Może przez to, że słuchałam przy tym smutnych piosenek. Zresztą nieważne.
Dziękuje za komentarze! Do następnego < 3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Czekam na Justina. Muszę z nim porozmawiać. - odpowiedziałam, zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Przecież ci mówiłem, że wyjeżdżamy. Zapomnij o nim. - syknął zły i mocno zacisnął szczękę.
- Nie interesuje mnie to. - przyznałam, zaciskając usta w wąską linię.
- Jak chcesz, ale nie zdziw się, jak Justin cię odrzuci. Czy do ciebie nie dociera, że on cię nie chce? - prychnął, spoglądając na mnie rozczarowany. A wydawał się taki sympatyczny. Cóż, pozory jednak mylą.
- Nic nie wiesz. - uśmiechnęłam się do niego złośliwie. Przewrócił oczami i podszedł do jednego ze strażników. Pewnie zapytać, czy Bieber może już wyjść. Bałam się tego spotkania. Serce podchodziło mi do gardła. Jeszcze nigdy nie czułam takiego stresu. To wszystko mnie przeraża, serio. Może Zayn ma rację.. nie, on kłamał, żeby mnie zniechęcić. Tak, jestem tego pewna. Po kilkunastu minutach, moje oczy ujrzały Justina. Nogi miałam jak z waty, cała się trzęsłam. To naprawdę było coś strasznego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dziwnie.
- Po co tu przyszłaś? - zapytał oburzony Justin. Szczerze mówiąc to zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Poczułam bolesne ukłucie w sercu.
- Chciałam cię zobaczyć. - mruknęłam spuszczając wzrok.
- Czemu ty mi wszystko utrudniasz? - odparł, patrząc na mnie z bólem.
- Dlatego, że cię kocham. Nigdy nikogo tak nie kochałam. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Zrozum to w końcu.. - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Justin nic nie mówiąc, podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Brakowało mi go. Tak cholernie tęskniłam za jego czułością.
- Nie opuszczaj mnie. - załkałam głośno. - Proszę. - dodałam i bardziej się w niego wtuliłam. Chciałam czuć jego ciepło już zawszę. To było takie przyjemne.
- Nie, Rose. Nie rób mi tego. - oderwał się ode mnie i z trudem powstrzymał łzy, które próbowały wypłynąć z jego oczu.
- Justin! - krzyknęłam bezsilna. To nie mógł być koniec.
- Przykro mi. - rzucił wychodząc z pomieszczenia i podszedł do czekającego na niego Zayna. Wybiegłam za nim, przez co się odwrócił.
- Proszę. - szepnęłam, czując, że mój makijaż zamieniał się w czarny wodospad. Nie zważałam na swój wygląd, jedynym czego teraz chciałam był on.
- Sądzisz, że tego chce? - zapytał, opuszczając bezwładnie ręce.
- Gdybyś mnie kochał, to.. - zaczęłam, ale nie dał mi skończyć.
- Robię to tylko i wyłącznie, dlatego, że cię kocham. - zamknął oczy i głośno westchnął.
- Przez to cierpię jeszcze bardziej. - przyznałam, z trudem łapiąc powietrze. Przez ten płacz trudno mi się oddychało.
- Nie chce, żebyś zginęła. - pokręcił głową. Widziałam, że on też cierpi.
- Wiedz, że jestem gotowa umrzeć z miłości. Poświęcę dla ciebie wszystko, tylko zostań tu.. ze mną. - mruknęłam, czując czyjeś silne ramiona, oplatające moją talię. Lekko odwróciłam głowę i dostrzegłam Josha, patrzącego z nienawiścią na Justina.
- Masz jego. - prychnął Bieber i wskazał palcem na chłopaka obok mnie. Odwrócił się i powoli szedł do samochodu.
- Ale ja kocham ciebie. - mruknęłam przygnębiona. - nie jego. - wydusiłam po chwili. Moje słowa pewnie go zraniły, ale nie zważałam na to. Za wszelką cenę chciałam sprawić, żeby Justin zmienił decyzję. Jus, ani na chwilę się nie odwrócił. Bolała mnie jego obojętność, bardzo. Wyrwałam się z objęć Josha i podbiegłam do Justina.
- Ty pieprzony egoisto! Myślisz tylko o swoim dupsku. Ciągle mnie oszukujesz. Sądzisz, że nie wiem kto zabił twoich rodziców? - wykrzyczałam, trafiając w jego czuły punkt. Otworzył usta, ale nic nie powiedział. - Morderca. Pierdolony morderca. - krzyknęłam prosto w jego twarz. Jego oczy pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści. Chyba nie chciał mnie uderzyć, co?
- Zamknij się. - syknął, przez zaciśnięte zęby. - Nic o mnie nie wiesz. - przymrużył oczy, patrząc na mnie nienawistnym spojrzeniem.
- To może mi w końcu coś o sobie powiesz? - prychnęłam, przewracając oczami. Chciałam go trochę zdenerwować. Skoro nie został po tym jak powiedziałam, że go kocham, to może zostanie, jak trochę się pokłócimy.
- Nie teraz. - mruknął, szybko oddychając. Chyba za bardzo go zdenerwowałam.
- A kiedy? Przecież wyjeżdżasz. - przypomniałam mu, spoglądając na niego z bólem. Nigdy jeszcze tak nie cierpiałam.
- Chodź ze mną. - złapał mocno mój nadgarstek i siłą zaprowadził do samochodu. Słyszałam jak Josh krzyczy, żeby mnie puścił, biegnie w naszą stronę, żeby mi pomóc.. w sumie to nie chciałam jego pomocy. Auto odjechało z parkingu i wjechaliśmy na pustą, polną dróżkę. Nikt już nie był w stanie nas dogonić.
- Chcesz wiedzieć dlaczego ich zabiłem? - zapytał i nie czekając na moją odpowiedź dodał. - Odkąd byłem mały zawszę się nade mną znęcali. Ojciec traktował mnie jak worek treningowy. - przyznał ze łzami w oczach.
- I tylko dlatego pozbawiłeś ich życia? - zapytałam rozczarowana. Rozumiem, że sprawili mu wiele cierpień, ale to nie był powód do zabicia swoich rodziców.
- Nie. - pokręcił przecząco głową. - Oni zabili najważniejszą osobę w moim życiu, to nie było wybaczalne. Postanowiłem, że zapłacą za to. "Śmierć za śmierć" - jego oczy nabrały koloru czarnego, jak zwykle, gdy był zły. Bałam się zapytać o coś więcej. Kogo oni mogli zabić?
_______________________________________________________
Rozdział taki trochę dziwny. Szczerze mówiąc, to płakałam pisząc go, ale sama nie wiem czemu. Może przez to, że słuchałam przy tym smutnych piosenek. Zresztą nieważne.
Dziękuje za komentarze! Do następnego < 3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
piątek, 30 sierpnia 2013
Rozdział 24 - "I would like to apologize"
- Idź do domu, Rose. Nie potrzebnie tu siedzisz. - powiedział mój brat. - Jak tylko skończą operację zadzwonię do ciebie. Jesteś jeszcze osłabiona, powinnaś odpoczywać. - dodał i potarł swoje skronie. On też był zmęczony, ale wiedziałam, że nic go stąd nie wyciągnie.
- Nie mogę pójść, ona mnie potrzebuje. - odparłam, poprawiając się na krześle.
- Przecież jestem tu ja. Wszystkiego dopilnuje, nie musisz się o nic martwić. Po prostu wróć do domu! - zażądał, patrząc na mnie.
- No dobra. - mruknęłam zirytowana. - Ale informuj mnie o wszystkim. - dodałam i powoli wstałam z krzesła.
- Jasne. Do zobaczenia wkrótce. - powiedział i wygodnie oparł się o zagłówek krzesła. Wyszłam z korytarza i zjechałam windą na parter. Triny już nie było. Pewnie wróciła do domu, w sumie to się jej nie dziwie, byłam tu dość długo. Wyjęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Czekając aż po mnie przyjedzie, usiadłam na ławce przed szpitalem. Zaczęłam uważnie rozglądać się po ulicy. Moją uwagę przykuł samochód... taki sam, którym jeździł Justin. Przyjrzałam się mu dokładniej, ale osoba za kierownicą nie była Justinem. W sumie to nawet lepiej. Nie chciałabym się teraz natknąć na niego, po tym jak ukrywał przede mną prawdę, nie potrafiłabym spojrzeć mu w oczy. Tak naprawdę to bałam się go. Nie znałam go na tyle dobrze, by móc powiedzieć, że jest niegroźny. Mógł zrobić mi krzywdę w każdej chwili, a ja nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy. To jest strasznie pokręcone. Z zamyśleń wyrwała mnie podjeżdżająca na parking Taxi.
***
Otworzyłam drzwi od domu i weszłam do środka. Ściągnęłam bluzę i buty. Poszłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Leżała na niej kartka, więc wzięłam ją do ręki, żeby przeczytać.
"Na początku bardzo chciałbym cię przeprosić. Wiem, że to przeze mnie twoje życie zmieniło się w koszmar. Chciałbym powiedzieć ci to wszystko osobiście, ale nie będę miał raczej już okazji. Szkoda. Nie chciałem, żeby to wszystko tak się skończyło. Zachowałem się jak dupek. Wiedź, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Zakochałem się w tobie, gdy po raz pierwszy cię zobaczyłem. Chciałem cię chronić, ale nie dawałem rady. Czułem, że jestem za słaby.Wiem, że ci też nie jest łatwo, ale im szybciej zapomnisz, tym lepiej. Chciałbym, żebyś była szczęśliwa.. dlatego odchodzę. Ułóż sobie życie z osobą, którą kochasz i, która nie zrani cię tak jak ja. Ja nie jestem wart miejsca w twoim sercu. Proszę cię tylko o jedno, zapomnij o mnie. - Justin"
Łzy napełniły moje oczy, a po chwili zalały moje policzki. W jednej chwili byłam w stanie wybaczyć mu wszystko. Byłam w stanie oddać za niego życie. Ale nie mogłam zrobić nic, zupełnie nic. Chciałam zapomnieć, ale przecież nie da zapomnieć się o osobie, którą się kocha.. i chociaż nigdy nie byliśmy razem, pragnęłam go tak bardzo. To uczucie było silniejsze ode mnie. Nie mogłam sobie z nim poradzić.
Zwinęłam się na kanapie i próbowałam usnąć. Chciałam być wypoczęta, bo jutro czekał mnie naprawdę ciężki dzień.
***
- Cieszę się, że cię widzę. - powiedział Josh, kiedy zastał mnie czekającą przed jego drzwiami. - Proszę, wejdź. - zaprosił mnie do środka i razem udaliśmy się do pustej kuchni. Usiadłam na jednym z krzeseł, czekając aż to samo zrobi chłopak, ale on postanowił stać i oparł się o ścianę.
- Josh? - mruknęłam niepewnie i spojrzałam na niego z bólem.
- Tak? - odparł, uważnie mi się przyglądając.
- Obiecaj, że mnie nigdy nie opuścisz. - powiedziałam, po czym chłopak podszedł do mnie i mocno mnie objął.
- Obiecuję. - wyszeptał do mojego ucha i ręką wytarł łzy, które zalewały moje policzki.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - zapytałam, spoglądając na niego.
- Co tylko chcesz. - odpowiedział, uśmiechając się do mnie.
- Chciałabym, żebyś mnie gdzieś zawiózł. Muszę się jeszcze z kimś pożegnać. To naprawdę jest dla mnie ważne. - powiedziałam, wstając z krzesła.
- W takim razie chodźmy. - złapał mnie za rękę i razem udaliśmy się do jego samochodu. Usiadł na miejscu kierowcy i wyjechał na pustą ulicę. - To gdzie jedziemy? - zapytał, spowalniając.
- Do więzienia. - mruknęłam, odwracając od niego wzrok. Nie chciałam widzieć jego reakcji. Nic nie odpowiadając pojechał w kierunku posterunku. Dobrze wiedziałam, że Justin dzisiaj wychodzi, bo niczego mu nie udowodnili. Wypuszczą go w południe, więc Zayn od razu po niego przyjedzie. Chce się jeszcze z nim spotkać zanim stąd wyjedzie. Ostatni raz chce zobaczyć jego cudowny uśmiech i hipnotyzujące oczy. Ostatni raz chce usłyszeć jego cudowny głos. Tak naprawdę to nie dociera do mnie, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.
- Jesteśmy, ale szczerze mówiąc nie wiem, po co tu przyjechaliśmy. - powiedział Josh, kiedy już zaparkowaliśmy przed wielkim budynkiem.
- Zaczekaj tu na mnie. - mruknęłam ignorując jego wcześniejsze słowa. Wyszłam z auta i ruszyłam w stronę wejścia.
______________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział. Jak wam się podoba? Wolelibyście, żeby Rose była z Joshem, czy Justinem? Dziękuje za wszystkie komentarze i wejścia na bloga. Jesteście najlepsi na świecie! < 33
- Nie mogę pójść, ona mnie potrzebuje. - odparłam, poprawiając się na krześle.
- Przecież jestem tu ja. Wszystkiego dopilnuje, nie musisz się o nic martwić. Po prostu wróć do domu! - zażądał, patrząc na mnie.
- No dobra. - mruknęłam zirytowana. - Ale informuj mnie o wszystkim. - dodałam i powoli wstałam z krzesła.
- Jasne. Do zobaczenia wkrótce. - powiedział i wygodnie oparł się o zagłówek krzesła. Wyszłam z korytarza i zjechałam windą na parter. Triny już nie było. Pewnie wróciła do domu, w sumie to się jej nie dziwie, byłam tu dość długo. Wyjęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Czekając aż po mnie przyjedzie, usiadłam na ławce przed szpitalem. Zaczęłam uważnie rozglądać się po ulicy. Moją uwagę przykuł samochód... taki sam, którym jeździł Justin. Przyjrzałam się mu dokładniej, ale osoba za kierownicą nie była Justinem. W sumie to nawet lepiej. Nie chciałabym się teraz natknąć na niego, po tym jak ukrywał przede mną prawdę, nie potrafiłabym spojrzeć mu w oczy. Tak naprawdę to bałam się go. Nie znałam go na tyle dobrze, by móc powiedzieć, że jest niegroźny. Mógł zrobić mi krzywdę w każdej chwili, a ja nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy. To jest strasznie pokręcone. Z zamyśleń wyrwała mnie podjeżdżająca na parking Taxi.
***
Otworzyłam drzwi od domu i weszłam do środka. Ściągnęłam bluzę i buty. Poszłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Leżała na niej kartka, więc wzięłam ją do ręki, żeby przeczytać.
"Na początku bardzo chciałbym cię przeprosić. Wiem, że to przeze mnie twoje życie zmieniło się w koszmar. Chciałbym powiedzieć ci to wszystko osobiście, ale nie będę miał raczej już okazji. Szkoda. Nie chciałem, żeby to wszystko tak się skończyło. Zachowałem się jak dupek. Wiedź, że cię kocham i nigdy nie przestanę. Zakochałem się w tobie, gdy po raz pierwszy cię zobaczyłem. Chciałem cię chronić, ale nie dawałem rady. Czułem, że jestem za słaby.Wiem, że ci też nie jest łatwo, ale im szybciej zapomnisz, tym lepiej. Chciałbym, żebyś była szczęśliwa.. dlatego odchodzę. Ułóż sobie życie z osobą, którą kochasz i, która nie zrani cię tak jak ja. Ja nie jestem wart miejsca w twoim sercu. Proszę cię tylko o jedno, zapomnij o mnie. - Justin"
Łzy napełniły moje oczy, a po chwili zalały moje policzki. W jednej chwili byłam w stanie wybaczyć mu wszystko. Byłam w stanie oddać za niego życie. Ale nie mogłam zrobić nic, zupełnie nic. Chciałam zapomnieć, ale przecież nie da zapomnieć się o osobie, którą się kocha.. i chociaż nigdy nie byliśmy razem, pragnęłam go tak bardzo. To uczucie było silniejsze ode mnie. Nie mogłam sobie z nim poradzić.
Zwinęłam się na kanapie i próbowałam usnąć. Chciałam być wypoczęta, bo jutro czekał mnie naprawdę ciężki dzień.
***
- Cieszę się, że cię widzę. - powiedział Josh, kiedy zastał mnie czekającą przed jego drzwiami. - Proszę, wejdź. - zaprosił mnie do środka i razem udaliśmy się do pustej kuchni. Usiadłam na jednym z krzeseł, czekając aż to samo zrobi chłopak, ale on postanowił stać i oparł się o ścianę.
- Josh? - mruknęłam niepewnie i spojrzałam na niego z bólem.
- Tak? - odparł, uważnie mi się przyglądając.
- Obiecaj, że mnie nigdy nie opuścisz. - powiedziałam, po czym chłopak podszedł do mnie i mocno mnie objął.
- Obiecuję. - wyszeptał do mojego ucha i ręką wytarł łzy, które zalewały moje policzki.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - zapytałam, spoglądając na niego.
- Co tylko chcesz. - odpowiedział, uśmiechając się do mnie.
- Chciałabym, żebyś mnie gdzieś zawiózł. Muszę się jeszcze z kimś pożegnać. To naprawdę jest dla mnie ważne. - powiedziałam, wstając z krzesła.
- W takim razie chodźmy. - złapał mnie za rękę i razem udaliśmy się do jego samochodu. Usiadł na miejscu kierowcy i wyjechał na pustą ulicę. - To gdzie jedziemy? - zapytał, spowalniając.
- Do więzienia. - mruknęłam, odwracając od niego wzrok. Nie chciałam widzieć jego reakcji. Nic nie odpowiadając pojechał w kierunku posterunku. Dobrze wiedziałam, że Justin dzisiaj wychodzi, bo niczego mu nie udowodnili. Wypuszczą go w południe, więc Zayn od razu po niego przyjedzie. Chce się jeszcze z nim spotkać zanim stąd wyjedzie. Ostatni raz chce zobaczyć jego cudowny uśmiech i hipnotyzujące oczy. Ostatni raz chce usłyszeć jego cudowny głos. Tak naprawdę to nie dociera do mnie, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.
- Jesteśmy, ale szczerze mówiąc nie wiem, po co tu przyjechaliśmy. - powiedział Josh, kiedy już zaparkowaliśmy przed wielkim budynkiem.
- Zaczekaj tu na mnie. - mruknęłam ignorując jego wcześniejsze słowa. Wyszłam z auta i ruszyłam w stronę wejścia.
______________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na rozdział. Jak wam się podoba? Wolelibyście, żeby Rose była z Joshem, czy Justinem? Dziękuje za wszystkie komentarze i wejścia na bloga. Jesteście najlepsi na świecie! < 33
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Rozdział 23 - "Baby do not cry"
- Nic ci nie jest? - zapytał Zayn, wyciągając dłoń w moim kierunku.
- Pójdę już. - wstałam i szybko wybiegłam z budynku. Cały mój świat legł w gruzach. Życie bez niego nie ma sensu. I chociaż kiedyś go nienawidziłam, zawdzięczam mu tak wiele. To dzięki niemu jeszcze żyję. Nawet nie będę miała okazji, żeby mu podziękować.. albo go przeprosić. To tak cholernie boli.
- Rose, czemu płaczesz? Coś się stało? - popatrzyłam na dziewczynę, która stała przede mną.
- Trina? - jedyne co mogłam powiedzieć, przez łkanie, które stawało się coraz głośniejsze.
- Kochanie, nie płacz.- przytuliła mnie mocno. - Wszystko będzie dobrze. Chodź, pójdziemy coś zjeść i wszystko mi opowiesz. - dodała, łapiąc mnie za rękę i razem udałyśmy się do małej, pobliskiej restauracji.Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy stolik na samym końcu, żeby nikt nas nie słyszał.
- Opowiesz mi wszystko? - zapytała, dalej trzymając moją dłoń.
- Nie chce go stracić. - mruknęłam, wypuszczając kolejne łzy. Zatracałam się już w tym wszystkim. Byłam totalnie bezsilna.
- Kogo? - spojrzała na mnie pytająco i podała mi chusteczkę, którą przed chwilą wyciągnęła z torebki.
- Justina. - szepnęłam prawie, że niesłyszalnie.
- Kochanie.. - zaczęła łagodnie. - To nie jest chłopak dla ciebie. Nie płacz przez niego, nie jest tego wart. - dodała i spojrzała głęboko w moje oczy.
- Czemu każdy mówi to samo? Co on takiego do jasnej cholery zrobił?! - krzyknęłam, czują narastającą we mnie złość.
- Nikt ci jeszcze nie powiedział? - zapytała, nie mogąc w to uwierzyć.
- Problem w tym, że nie. - mruknęłam, próbując się uspokoić.
- Justin zabił swoich rodziców. - ściszyła ton swojego głosu do szeptu, żebym tylko ja mogła ją usłyszeć. Naprawdę przez chwilę myślałam, że to kłamstwo. Ale kiedy Trina potwierdziła to drugi raz i to z poważniejszym wyrazem twarzy, wiedziałam, że nie może mnie okłamywać.
- Boże.. to niemożliwe! - powiedziałam, zakrywając rękę usta, które same się otworzyły. Całe moje życie wyglądało, jak jakiś marny film. Nikt nie zdaje sobie sprawy, co czułam. Ciągle byłam okłamywana. Nikomu nie mogłam już ufać. Jedyną pomocną osobą była Trina.. szczerze mówiąc, najmniej się tego spodziewałam. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale miałyśmy dość dobry kontakt. Chociaż bolało mnie to, że musiałam akurat usłyszeć to od niej.
- Mi też było trudno w to uwierzyć. - przyznała, kręcąc głową.
- Muszę iść do łazienki. - powiedziałam i szybko wstałam z krzesła. Weszłam do toalety i przejrzałam się w lusterku. Jak zawszę wyglądałam strasznie. Ale nie przyszłam tu po to, by narzekać na swój wygląd.
Wyjęłam z kieszeni telefon i wystukałam numer Jacoba.
- Halo? - zapytał ponuro, kiedy już odebrał.
- Gdzie jesteś? - mruknęłam, zalewając się kolejnymi łzami.
- W szpitalu. - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
- Po co? - zapytałam zaskoczona i wytarłam mokre policzki.
- Zapomniałaś, że w tym samochodzie jechała, także Amanda? - odparł sarkastycznie. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy komórka wyleciała z mojej dłoni prosto na zimne kafelki. Zsunęłam się bezwładnie po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Jak mogłam o tym zapomnieć? Nawet nie poszłam zajrzeć, jak się czuje.. nie wiedziałam nic.
- Co tak długo? - usłyszałam głos Triny, która właśnie wchodziła do łazienki. Kiedy mnie zobaczyła, jej wyraz twarzy nagle się zmienił. - Mówiłam, żebyś się nie przejmowała. - mruknęła, głaszcząc delikatnie moje włosy.
- Pojedziesz ze mną do szpitala? - zapytałam, patrząc na nią z nadzieją.
- Do szpitala? - spojrzała na mnie zaskoczona. - Chyba nic sobie nie.. - nie powiedziała nic więcej, bo szybko jej przerwałam.
- Boje się o Amandę. Proszę, jedźmy! - powiedziałam, spuszczając wzrok i poczułam, jak Trina łapie mnie za rękę. Pomogła mi wstać i razem wyszłyśmy na zewnątrz.
- Co z nią? - zapytała, kiedy czekałyśmy już na taksówkę.
- Najgorsze jest to, że nie wiem. - z każdym słowem, mój głos coraz bardziej się załamywał. Byłam zmęczona, zmęczona tym wszystkim. To było ponad moje siły. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
***
- Gdzie ona jest? - zapytałam mojego brata, kiedy już byłam w szpitalu.
- Uspokój się! - krzyknął i mocno złapał mnie za ramie. - Zabrali ją na salę operacyjną. - odpowiedział, zamykając oczy.
- Wyjdzie z tego? - mruknęłam, czując ukłucie w sercu. Wiedziałam, że mój brat chciałby mi powiedzieć teraz, coś w stylu jak-by-cie-to-obchodziło.
- Ona tak. - powiedział, na co odetchnęłam z ulgą. - Ale nie wiadomo jeszcze co z dzieckiem. - spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami. Chciałam go przytulić, jakoś pocieszyć, ale nie byłam w stanie nic zrobić. To było za wiele jak na jeden dzień.
_______________________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie było mnie praktycznie cały dzień w domu + wczoraj nie miałam dostępu do swojego laptopa, ani komputera :/
Pamiętacie Trinę z innego rozdziału? To ta dziewczyna, z którą kiedyś usiadła w ławce Amanda. Chodzi razem z Rose do klasy - tak dla przypomnienia.
Dziękuje za wszystkie komentarze. Kocham was! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Pójdę już. - wstałam i szybko wybiegłam z budynku. Cały mój świat legł w gruzach. Życie bez niego nie ma sensu. I chociaż kiedyś go nienawidziłam, zawdzięczam mu tak wiele. To dzięki niemu jeszcze żyję. Nawet nie będę miała okazji, żeby mu podziękować.. albo go przeprosić. To tak cholernie boli.
- Rose, czemu płaczesz? Coś się stało? - popatrzyłam na dziewczynę, która stała przede mną.
- Trina? - jedyne co mogłam powiedzieć, przez łkanie, które stawało się coraz głośniejsze.
- Kochanie, nie płacz.- przytuliła mnie mocno. - Wszystko będzie dobrze. Chodź, pójdziemy coś zjeść i wszystko mi opowiesz. - dodała, łapiąc mnie za rękę i razem udałyśmy się do małej, pobliskiej restauracji.Weszłyśmy do środka i zajęłyśmy stolik na samym końcu, żeby nikt nas nie słyszał.
- Opowiesz mi wszystko? - zapytała, dalej trzymając moją dłoń.
- Nie chce go stracić. - mruknęłam, wypuszczając kolejne łzy. Zatracałam się już w tym wszystkim. Byłam totalnie bezsilna.
- Kogo? - spojrzała na mnie pytająco i podała mi chusteczkę, którą przed chwilą wyciągnęła z torebki.
- Justina. - szepnęłam prawie, że niesłyszalnie.
- Kochanie.. - zaczęła łagodnie. - To nie jest chłopak dla ciebie. Nie płacz przez niego, nie jest tego wart. - dodała i spojrzała głęboko w moje oczy.
- Czemu każdy mówi to samo? Co on takiego do jasnej cholery zrobił?! - krzyknęłam, czują narastającą we mnie złość.
- Nikt ci jeszcze nie powiedział? - zapytała, nie mogąc w to uwierzyć.
- Problem w tym, że nie. - mruknęłam, próbując się uspokoić.
- Justin zabił swoich rodziców. - ściszyła ton swojego głosu do szeptu, żebym tylko ja mogła ją usłyszeć. Naprawdę przez chwilę myślałam, że to kłamstwo. Ale kiedy Trina potwierdziła to drugi raz i to z poważniejszym wyrazem twarzy, wiedziałam, że nie może mnie okłamywać.
- Boże.. to niemożliwe! - powiedziałam, zakrywając rękę usta, które same się otworzyły. Całe moje życie wyglądało, jak jakiś marny film. Nikt nie zdaje sobie sprawy, co czułam. Ciągle byłam okłamywana. Nikomu nie mogłam już ufać. Jedyną pomocną osobą była Trina.. szczerze mówiąc, najmniej się tego spodziewałam. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale miałyśmy dość dobry kontakt. Chociaż bolało mnie to, że musiałam akurat usłyszeć to od niej.
- Mi też było trudno w to uwierzyć. - przyznała, kręcąc głową.
- Muszę iść do łazienki. - powiedziałam i szybko wstałam z krzesła. Weszłam do toalety i przejrzałam się w lusterku. Jak zawszę wyglądałam strasznie. Ale nie przyszłam tu po to, by narzekać na swój wygląd.
Wyjęłam z kieszeni telefon i wystukałam numer Jacoba.
- Halo? - zapytał ponuro, kiedy już odebrał.
- Gdzie jesteś? - mruknęłam, zalewając się kolejnymi łzami.
- W szpitalu. - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
- Po co? - zapytałam zaskoczona i wytarłam mokre policzki.
- Zapomniałaś, że w tym samochodzie jechała, także Amanda? - odparł sarkastycznie. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy komórka wyleciała z mojej dłoni prosto na zimne kafelki. Zsunęłam się bezwładnie po ścianie i schowałam twarz w dłoniach. Jak mogłam o tym zapomnieć? Nawet nie poszłam zajrzeć, jak się czuje.. nie wiedziałam nic.
- Co tak długo? - usłyszałam głos Triny, która właśnie wchodziła do łazienki. Kiedy mnie zobaczyła, jej wyraz twarzy nagle się zmienił. - Mówiłam, żebyś się nie przejmowała. - mruknęła, głaszcząc delikatnie moje włosy.
- Pojedziesz ze mną do szpitala? - zapytałam, patrząc na nią z nadzieją.
- Do szpitala? - spojrzała na mnie zaskoczona. - Chyba nic sobie nie.. - nie powiedziała nic więcej, bo szybko jej przerwałam.
- Boje się o Amandę. Proszę, jedźmy! - powiedziałam, spuszczając wzrok i poczułam, jak Trina łapie mnie za rękę. Pomogła mi wstać i razem wyszłyśmy na zewnątrz.
- Co z nią? - zapytała, kiedy czekałyśmy już na taksówkę.
- Najgorsze jest to, że nie wiem. - z każdym słowem, mój głos coraz bardziej się załamywał. Byłam zmęczona, zmęczona tym wszystkim. To było ponad moje siły. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
***
- Gdzie ona jest? - zapytałam mojego brata, kiedy już byłam w szpitalu.
- Uspokój się! - krzyknął i mocno złapał mnie za ramie. - Zabrali ją na salę operacyjną. - odpowiedział, zamykając oczy.
- Wyjdzie z tego? - mruknęłam, czując ukłucie w sercu. Wiedziałam, że mój brat chciałby mi powiedzieć teraz, coś w stylu jak-by-cie-to-obchodziło.
- Ona tak. - powiedział, na co odetchnęłam z ulgą. - Ale nie wiadomo jeszcze co z dzieckiem. - spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami. Chciałam go przytulić, jakoś pocieszyć, ale nie byłam w stanie nic zrobić. To było za wiele jak na jeden dzień.
_______________________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz, ale nie było mnie praktycznie cały dzień w domu + wczoraj nie miałam dostępu do swojego laptopa, ani komputera :/
Pamiętacie Trinę z innego rozdziału? To ta dziewczyna, z którą kiedyś usiadła w ławce Amanda. Chodzi razem z Rose do klasy - tak dla przypomnienia.
Dziękuje za wszystkie komentarze. Kocham was! :*
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział 22 - "It's like I lost all my world"
- Zna pani tego mężczyznę? - zapytał policjant i dziwnie na mnie spojrzał, przez co wiedziałam, że lepiej skłamać.
- Nie. - mruknęłam, odwracając od niego wzrok. - Po prostu chciałabym się z nim spotkać. Może on to zrobił nieumyślnie. - dodałam zadowolona ze swojego dobrego kłamstwa.
- Nie wiem czy powinienem.. - odparł mężczyzna, kręcąc powoli głową.
- Proszę. - szepnęłam i zrobiłam niewinną minkę.
- Dobrze. Ale tylko na kilka minut. - powiedział nieco ściszając ton swojego głosu. - Przyjdę po panią później. - dodał i chwycił za klamkę w celu otworzenia drzwi.
- Proszę mi mówić Rose. - powiedziałam, unosząc delikatnie kącik ust.
- Rose.. - mruknął do siebie. - Do zobaczenia później. - dodał i wyszedł z pokoju.
***
- Na pewno chcesz tam iść? - zapytał mój brat, kiedy stałam przed drzwiami do sali odwiedzin w więzieniu.
- Tak. - mruknęłam, czują niepokój wypełniający moje ciało. - Muszę z nim porozmawiać. - wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam z klamkę. Weszłam do środka pomieszczenia i usiadłam przy stoliku, przy którym siedział także Justin.
- Hej. - powiedziałam niepewnie. Chłopak odwrócił wzrok i nic mi nie odpowiedział. - Czemu to zrobiłeś? - zapytałam, powodując, że Justin rzucił mi nienawistne spojrzenie.
- To nie ja. - syknął, z trudem pohamowując złość.
- Złapali cię Justin na miejscu zbrodni. - przyznałam, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
- To nie byłam ja! - krzyknął, przez co jeden z policjantów skarcił go wzrokiem.
- Co w takim razie co tam robiłeś? - przełknął głośno ślinę i znów spojrzał na mnie.
- Nawet nie wiesz, co czułem, widząc cię tam prawie martwą. - powiedział, ignorując moje wcześniejsze pytanie. - To tak jakbym stracił cały swój świat. - przyznał z bólem, poprawiając się na krześle.
- Justin.. - szepnęłam, ale mi przerwał.
- Nigdy się tak nie czułem. Właśnie w tamtej chwili dotarło do mnie, ile dla mnie znaczysz. - zamknął na chwile oczy, jakby chciał wymazać coś ze swojej pamięci.
- Skoro to nie ty, to kto? - zapytałam, bawiąc się palcami i próbując nie myśleć na razie o jego słowach, które tak naprawdę mnie ucieszyły.
- Nie mogę powiedzieć. - syknął, zaciskając pięść. Bałam się takiego Justina. Nienawidziłam tej jego strony. Chciałam, żeby opiekuńczy Justin znów wrócił. Żeby chociaż zapytał, jak się czuje.
- Pójdę już. - szepnęłam i wstałam z miejsca.
- Miło było cię zobaczyć. - rzucił, przez co delikatne rumieńce pojawiły się na moich policzkach. Otworzyłam drzwi i wyszłam z powrotem na pusty korytarz. Dostrzegłam znaną mi postać, opartą o ścianę.
- Zayn! - krzyknęłam, podbiegając do chłopaka.
- Rose? Co ty tu robisz? - zapytał, patrząc na mnie z niepokojem i zmarszczył swoje brwi.
- Przyszłam zobaczyć się z Justinem. - mruknęłam, wpatrując się w ziemie.
- Wiesz, że to nie on ? - zapytał po chwili chłopak. Kiedy nic nie odpowiedziałam, dodał. - Wiesz, prawda?
- Nie jestem już niczego pewna. - przyznałam, oblizując językiem swoje wargi.
- Co?! - krzyknął, próbując ukryć narastające w nim uczucie wściekłości.
- Złapali go na miejscu zbrodni. - głośno westchnęłam. - On nawet nie chce powiedzieć, kto to zrobił.. dla mnie sprawa jest jasna. - dodałam, spuszczając wzrok.
- Byłem wtedy u niego, kiedy dostał telefon.. - zaczął, ale odruchowo mu przerwałam.
- Jaki telefon? - zapytałam zaskoczona.
- Zadzwonił do niego Xavier, mówiąc, że miał wypadek i czy Justin może mu pomóc. - mruknął, kątem oka spoglądając na mnie. - Nie powinienem ci tego mówić. - przyznał, odwracając się do mnie plecami.
- Chyba mogę znać prawdę. - szepnęłam, powstrzymując łzy.
- On cię kocha, Rose. - powiedział niespodziewanie Zayn. - I ja wiem, że ty go też kochasz. - dodał po kilku minutach i głośno przełknął ślinę.
- Do czego zmierzasz? - niepewnie podeszłam bliżej do chłopaka, tym samym zmniejszając odległość między nami. Tak, że teraz czułam jego przyśpieszony oddech.
- Jak ty byś się czuła widząc go umierającego? Zostawiłabyś go tam, czy pomogła mu? - zapytał z bólem przesiąkającym przez jego słowa.
- Czemu o to pytasz? - zmarszczyłam czoło i złączyłam usta w wąską linię.
- Odpowiedź! - krzyknął, powodując gęsią skórkę na moim ciele.
- Wiadome jest, że bym mu pomogła. - odpowiedziałam zaskoczona jego bipolarnością.
- To dzięki Justinowi jeszcze żyjesz. - przyznał, chowając ręce w kieszeniach swoich spodni. - Dokonał słusznego wyboru. - powiedział bardziej do siebie, niż do mnie.
- Nie wiedziałam, że to on zadzwonił po pogotowie. - przyznałam, przygryzając swoją wargę.
- Kochasz go? - zapytał, znów odwracając temat. Skinęłam nieśmiało głową i odwróciłam wzrok, żeby już nie patrzeć na Zayna.
- On jest cholernym szczęściarzem. - mruknął, zamykając oczy. - Szkoda tylko, że nigdy nie będziecie razem. - dodał, chowając twarz w dłoniach.
- Co? Czemu? - właściwie to już to wiedziałam od Justina, ale chciałam też usłyszeć co do powiedzenia ma mi Zayn.
- Wyjeżdżamy, kiedy tylko wyjdzie z więzienia. - mruknął. - Justin nigdy tu nie wróci. - dodał, powodują u mnie dziwne ukłucie w sercu. Spojrzałam na niego zaszklonymi oczami i upadłam bezwładnie na podłogę.
_______________________________________________________________________
Mam dla was smutną wiadomość. Rozdziały będę pojawiały się trochę rzadziej ze względu na to, że piszę teraz dwa blogi. Oczywiście spróbuje dodawać tak, jak dotychczas było, ale nie wiem, czy dam radę. Przepraszam :c <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Nie. - mruknęłam, odwracając od niego wzrok. - Po prostu chciałabym się z nim spotkać. Może on to zrobił nieumyślnie. - dodałam zadowolona ze swojego dobrego kłamstwa.
- Nie wiem czy powinienem.. - odparł mężczyzna, kręcąc powoli głową.
- Proszę. - szepnęłam i zrobiłam niewinną minkę.
- Dobrze. Ale tylko na kilka minut. - powiedział nieco ściszając ton swojego głosu. - Przyjdę po panią później. - dodał i chwycił za klamkę w celu otworzenia drzwi.
- Proszę mi mówić Rose. - powiedziałam, unosząc delikatnie kącik ust.
- Rose.. - mruknął do siebie. - Do zobaczenia później. - dodał i wyszedł z pokoju.
***
- Na pewno chcesz tam iść? - zapytał mój brat, kiedy stałam przed drzwiami do sali odwiedzin w więzieniu.
- Tak. - mruknęłam, czują niepokój wypełniający moje ciało. - Muszę z nim porozmawiać. - wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam z klamkę. Weszłam do środka pomieszczenia i usiadłam przy stoliku, przy którym siedział także Justin.
- Hej. - powiedziałam niepewnie. Chłopak odwrócił wzrok i nic mi nie odpowiedział. - Czemu to zrobiłeś? - zapytałam, powodując, że Justin rzucił mi nienawistne spojrzenie.
- To nie ja. - syknął, z trudem pohamowując złość.
- Złapali cię Justin na miejscu zbrodni. - przyznałam, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
- To nie byłam ja! - krzyknął, przez co jeden z policjantów skarcił go wzrokiem.
- Co w takim razie co tam robiłeś? - przełknął głośno ślinę i znów spojrzał na mnie.
- Nawet nie wiesz, co czułem, widząc cię tam prawie martwą. - powiedział, ignorując moje wcześniejsze pytanie. - To tak jakbym stracił cały swój świat. - przyznał z bólem, poprawiając się na krześle.
- Justin.. - szepnęłam, ale mi przerwał.
- Nigdy się tak nie czułem. Właśnie w tamtej chwili dotarło do mnie, ile dla mnie znaczysz. - zamknął na chwile oczy, jakby chciał wymazać coś ze swojej pamięci.
- Skoro to nie ty, to kto? - zapytałam, bawiąc się palcami i próbując nie myśleć na razie o jego słowach, które tak naprawdę mnie ucieszyły.
- Nie mogę powiedzieć. - syknął, zaciskając pięść. Bałam się takiego Justina. Nienawidziłam tej jego strony. Chciałam, żeby opiekuńczy Justin znów wrócił. Żeby chociaż zapytał, jak się czuje.
- Pójdę już. - szepnęłam i wstałam z miejsca.
- Miło było cię zobaczyć. - rzucił, przez co delikatne rumieńce pojawiły się na moich policzkach. Otworzyłam drzwi i wyszłam z powrotem na pusty korytarz. Dostrzegłam znaną mi postać, opartą o ścianę.
- Zayn! - krzyknęłam, podbiegając do chłopaka.
- Rose? Co ty tu robisz? - zapytał, patrząc na mnie z niepokojem i zmarszczył swoje brwi.
- Przyszłam zobaczyć się z Justinem. - mruknęłam, wpatrując się w ziemie.
- Wiesz, że to nie on ? - zapytał po chwili chłopak. Kiedy nic nie odpowiedziałam, dodał. - Wiesz, prawda?
- Nie jestem już niczego pewna. - przyznałam, oblizując językiem swoje wargi.
- Co?! - krzyknął, próbując ukryć narastające w nim uczucie wściekłości.
- Złapali go na miejscu zbrodni. - głośno westchnęłam. - On nawet nie chce powiedzieć, kto to zrobił.. dla mnie sprawa jest jasna. - dodałam, spuszczając wzrok.
- Byłem wtedy u niego, kiedy dostał telefon.. - zaczął, ale odruchowo mu przerwałam.
- Jaki telefon? - zapytałam zaskoczona.
- Zadzwonił do niego Xavier, mówiąc, że miał wypadek i czy Justin może mu pomóc. - mruknął, kątem oka spoglądając na mnie. - Nie powinienem ci tego mówić. - przyznał, odwracając się do mnie plecami.
- Chyba mogę znać prawdę. - szepnęłam, powstrzymując łzy.
- On cię kocha, Rose. - powiedział niespodziewanie Zayn. - I ja wiem, że ty go też kochasz. - dodał po kilku minutach i głośno przełknął ślinę.
- Do czego zmierzasz? - niepewnie podeszłam bliżej do chłopaka, tym samym zmniejszając odległość między nami. Tak, że teraz czułam jego przyśpieszony oddech.
- Jak ty byś się czuła widząc go umierającego? Zostawiłabyś go tam, czy pomogła mu? - zapytał z bólem przesiąkającym przez jego słowa.
- Czemu o to pytasz? - zmarszczyłam czoło i złączyłam usta w wąską linię.
- Odpowiedź! - krzyknął, powodując gęsią skórkę na moim ciele.
- Wiadome jest, że bym mu pomogła. - odpowiedziałam zaskoczona jego bipolarnością.
- To dzięki Justinowi jeszcze żyjesz. - przyznał, chowając ręce w kieszeniach swoich spodni. - Dokonał słusznego wyboru. - powiedział bardziej do siebie, niż do mnie.
- Nie wiedziałam, że to on zadzwonił po pogotowie. - przyznałam, przygryzając swoją wargę.
- Kochasz go? - zapytał, znów odwracając temat. Skinęłam nieśmiało głową i odwróciłam wzrok, żeby już nie patrzeć na Zayna.
- On jest cholernym szczęściarzem. - mruknął, zamykając oczy. - Szkoda tylko, że nigdy nie będziecie razem. - dodał, chowając twarz w dłoniach.
- Co? Czemu? - właściwie to już to wiedziałam od Justina, ale chciałam też usłyszeć co do powiedzenia ma mi Zayn.
- Wyjeżdżamy, kiedy tylko wyjdzie z więzienia. - mruknął. - Justin nigdy tu nie wróci. - dodał, powodują u mnie dziwne ukłucie w sercu. Spojrzałam na niego zaszklonymi oczami i upadłam bezwładnie na podłogę.
_______________________________________________________________________
Mam dla was smutną wiadomość. Rozdziały będę pojawiały się trochę rzadziej ze względu na to, że piszę teraz dwa blogi. Oczywiście spróbuje dodawać tak, jak dotychczas było, ale nie wiem, czy dam radę. Przepraszam :c <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 21 - "Do not you remember?"
Justin's POV:
- Co zrobiłeś? - krzyknąłem wściekły do słuchawki. - Okey, zaraz tam będę! - dodałem i szybko wybiegłem na dwór. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon, odjechałem sprzed swojego domu. Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Zaparkowałem na polnej dróżce i w mgnieniu oka podbiegłem do Xaviera, który czekał na mnie zdenerwowany.
- W końcu jesteś! - krzyknął i podrapał się po karku. - Mam wielki problem. - dodał i popatrzył na mnie przerażony.
- Co się dokładnie stało? - zapytałem i podszedłem bliżej.
- Chodź ze mną! - powiedział i zaczął iść w stronę ulicy. Pokazał na rozbite samochody i odwrócił się w moją stronę.
- O boże.. tam ktoś jest? - byłem w zbyt wielkim szoku, żeby spojrzeć na chłopaka, który kompletnie nie wiedział co robić.
- Dwie dziewczyny. - odparł, na chwilę zamykając oczy. - A co jeżeli je zabiłem? - mruknął ze smutkiem. Xavier jest dobrym człowiekiem i wiedziałem, że nie zrobił tego umyślnie, ale myśl, że mógł zabić człowieka, była przerażająca.
- Musimy to sprawdzić. - powiedziałem, zbliżając się do rozbitych samochodów. Nie były w jakimś tragicznym stanie, więc bez przeszkody można było zobaczyć, czy ktoś tam jest. - To niemożliwe! - krzyknąłem załamany.
- Zabije cię, kurwa! - podbiegłem do chłopaka i pchnąłem go, przez co przewrócić się.
- Stary, co jest? - zapytał zdziwiony moją nagłą zmianą.
- Skurwielu, zabiłeś Rose! - syknąłem, czując nagły napad złości. To było coś strasznego. Nie potrafiłem pohamować łez, które teraz spływały po moich policzkach. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie.
Czekając na pomoc, jeszcze raz podszedłem do samochodu i chwyciłem klamkę w celu otworzenia drzwi. Nie miałem wystarczającej siły, żeby to zrobić.
Stałem przy aucie jakieś dziesięć minut. Gdy tylko dostrzegłem nadjeżdżającą karetkę i policję, rozejrzałem się, żeby zobaczyć gdzie teraz jest Xavier, ale nigdzie go nie było. Ten kutas po prostu uciekł.
- Pan Justin Bieber? - zapytał jeden z funkcjonariuszy.
- Tak? - odpowiedziałem niepewnie.
- Proszę za mną! - zapiął moje ręce w kajdanki i zaprowadził do radiowozu.
- Czego ode mnie chcecie? - syknąłem wściekły.
- Jest pan podejrzany o spowodowanie wypadku. - odpowiedział policjant, przez co moje oczy prawie wyskoczyło z oczodołów.
- Że co, kurwa?! - krzyknąłem, akurat wtedy kiedy drzwi się zamknęły, więc nikt mnie nawet nie usłyszał. Ten sukinsyn wpakował mnie w niezłe gówno.
***
Rose's POV:
Obudziłam się cała obolała, próbowałam wstać z łóżka, ale nie dałam rady. Rozejrzałam się po nieznanym mi pokoju. Obok mnie stał mój brat, który miał zamknięte oczy, a na jego policzkach dostrzegłam zaschnięte łzy.
- Płakałeś? - zapytałam ochrypniętym głosem. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Boże! W końcu się obudziłaś. - delikatnie mnie objął. - Tak się cieszę. - dodał i popatrzył z bólem w moje oczy.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam, nadal wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- W szpitalu. - odpowiedział Jacob, odrywając się ode mnie.
- Czemu? - mruknęłam zszokowana.
- Nie pamiętasz? - zapytał charakterystycznie łącząc brwi.
- Nie. - odparłam i pokręciłam przecząco głową.
W tym samym czasie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł policjant. Jak na zawołanie odwróciliśmy głowy w jego stronę.
- Mógłbym porozmawiać na osobności z panią Blecker? - zapytał i podszedł bliżej mnie.
- Oczywiście. - odparł mój brat. - Trzymaj się. - rzucił i cmoknął mój policzek, po czym wyszedł.
- Jak się pani czuje? - zapytał mnie mężczyzna.
- Lepiej. - przyznałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Miała pani ogromne szczęście. Na szczęście złapaliśmy już pierwszego sprawcę. - powiedział, a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
- Mogłabym wiedzieć, jak nazywa się ten człowiek? - zapytałam niepewnie. Chciałam wiedzieć kto to zrobił, ale jakaś część mnie bała się tego co zaraz może usłyszeć.
- Jeszcze nic nie jest pewne. Jak na razie wszystko wskazuje na chłopaka o imieniu Justin Bieber. - odpowiedział, a moje usta same się otworzyły z nie do wierzenia. To był najgorszy koszmar w całym moim życiu.
- Słucham? - nic więcej nie udało mi się powiedzieć. Byłam cała sparaliżowana.
- Coś nie tak? - zapytał zmieszany policjant.
- Wszystko w porządku. - mruknęłam i po chwili dodałam. - Mogłabym się z nim zobaczyć? Proszę, to ważne.
________________________________________________________________________
Przepraszam za ten nudnawy rozdział. Brak weny :/
Dziękuje za dużą liczbę komentarzy przy rozdziale 20! To bardzo wiele dla mnie znaczy <3
Mam też do was ogromną prośbę.. jeżeli macie taką możliwość to proszę udostępnijcie mojego bloga. Bardzo bym chciała, żeby więcej osób czytało to opowiadanie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
- Co zrobiłeś? - krzyknąłem wściekły do słuchawki. - Okey, zaraz tam będę! - dodałem i szybko wybiegłem na dwór. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon, odjechałem sprzed swojego domu. Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Zaparkowałem na polnej dróżce i w mgnieniu oka podbiegłem do Xaviera, który czekał na mnie zdenerwowany.
- W końcu jesteś! - krzyknął i podrapał się po karku. - Mam wielki problem. - dodał i popatrzył na mnie przerażony.
- Co się dokładnie stało? - zapytałem i podszedłem bliżej.
- Chodź ze mną! - powiedział i zaczął iść w stronę ulicy. Pokazał na rozbite samochody i odwrócił się w moją stronę.
- O boże.. tam ktoś jest? - byłem w zbyt wielkim szoku, żeby spojrzeć na chłopaka, który kompletnie nie wiedział co robić.
- Dwie dziewczyny. - odparł, na chwilę zamykając oczy. - A co jeżeli je zabiłem? - mruknął ze smutkiem. Xavier jest dobrym człowiekiem i wiedziałem, że nie zrobił tego umyślnie, ale myśl, że mógł zabić człowieka, była przerażająca.
- Musimy to sprawdzić. - powiedziałem, zbliżając się do rozbitych samochodów. Nie były w jakimś tragicznym stanie, więc bez przeszkody można było zobaczyć, czy ktoś tam jest. - To niemożliwe! - krzyknąłem załamany.
- Zabije cię, kurwa! - podbiegłem do chłopaka i pchnąłem go, przez co przewrócić się.
- Stary, co jest? - zapytał zdziwiony moją nagłą zmianą.
- Skurwielu, zabiłeś Rose! - syknąłem, czując nagły napad złości. To było coś strasznego. Nie potrafiłem pohamować łez, które teraz spływały po moich policzkach. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie.
Czekając na pomoc, jeszcze raz podszedłem do samochodu i chwyciłem klamkę w celu otworzenia drzwi. Nie miałem wystarczającej siły, żeby to zrobić.
Stałem przy aucie jakieś dziesięć minut. Gdy tylko dostrzegłem nadjeżdżającą karetkę i policję, rozejrzałem się, żeby zobaczyć gdzie teraz jest Xavier, ale nigdzie go nie było. Ten kutas po prostu uciekł.
- Pan Justin Bieber? - zapytał jeden z funkcjonariuszy.
- Tak? - odpowiedziałem niepewnie.
- Proszę za mną! - zapiął moje ręce w kajdanki i zaprowadził do radiowozu.
- Czego ode mnie chcecie? - syknąłem wściekły.
- Jest pan podejrzany o spowodowanie wypadku. - odpowiedział policjant, przez co moje oczy prawie wyskoczyło z oczodołów.
- Że co, kurwa?! - krzyknąłem, akurat wtedy kiedy drzwi się zamknęły, więc nikt mnie nawet nie usłyszał. Ten sukinsyn wpakował mnie w niezłe gówno.
***
Rose's POV:
Obudziłam się cała obolała, próbowałam wstać z łóżka, ale nie dałam rady. Rozejrzałam się po nieznanym mi pokoju. Obok mnie stał mój brat, który miał zamknięte oczy, a na jego policzkach dostrzegłam zaschnięte łzy.
- Płakałeś? - zapytałam ochrypniętym głosem. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Boże! W końcu się obudziłaś. - delikatnie mnie objął. - Tak się cieszę. - dodał i popatrzył z bólem w moje oczy.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam, nadal wodząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- W szpitalu. - odpowiedział Jacob, odrywając się ode mnie.
- Czemu? - mruknęłam zszokowana.
- Nie pamiętasz? - zapytał charakterystycznie łącząc brwi.
- Nie. - odparłam i pokręciłam przecząco głową.
W tym samym czasie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł policjant. Jak na zawołanie odwróciliśmy głowy w jego stronę.
- Mógłbym porozmawiać na osobności z panią Blecker? - zapytał i podszedł bliżej mnie.
- Oczywiście. - odparł mój brat. - Trzymaj się. - rzucił i cmoknął mój policzek, po czym wyszedł.
- Jak się pani czuje? - zapytał mnie mężczyzna.
- Lepiej. - przyznałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Miała pani ogromne szczęście. Na szczęście złapaliśmy już pierwszego sprawcę. - powiedział, a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
- Mogłabym wiedzieć, jak nazywa się ten człowiek? - zapytałam niepewnie. Chciałam wiedzieć kto to zrobił, ale jakaś część mnie bała się tego co zaraz może usłyszeć.
- Jeszcze nic nie jest pewne. Jak na razie wszystko wskazuje na chłopaka o imieniu Justin Bieber. - odpowiedział, a moje usta same się otworzyły z nie do wierzenia. To był najgorszy koszmar w całym moim życiu.
- Słucham? - nic więcej nie udało mi się powiedzieć. Byłam cała sparaliżowana.
- Coś nie tak? - zapytał zmieszany policjant.
- Wszystko w porządku. - mruknęłam i po chwili dodałam. - Mogłabym się z nim zobaczyć? Proszę, to ważne.
________________________________________________________________________
Przepraszam za ten nudnawy rozdział. Brak weny :/
Dziękuje za dużą liczbę komentarzy przy rozdziale 20! To bardzo wiele dla mnie znaczy <3
Mam też do was ogromną prośbę.. jeżeli macie taką możliwość to proszę udostępnijcie mojego bloga. Bardzo bym chciała, żeby więcej osób czytało to opowiadanie :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Posty (Atom)